środa, 11 lutego 2015

1. Duszki i Bogowie

JACK
  Szczyt Michel, 2000 tysiące metów nad poziomem morza.
   Wiecie że takie latanie po świecie jest męczące, a szczególnie w lipcu. Muszę latać w jedną i drugą stronę szukając miejsc, które mogę pozamrażać.
   Na szczycie Mitchel było około pięciu stopni Celcjusza, mimo tego na skałkach utrzymywał się śnieg.
   Mój kumpel Jammie zaginął razem z swoją siostrą-Sophie w dniu trzynastych urodzin. Chciał się czegoś dowiedzieć od jego matki, ale nie! Jest duchem, jest niewidzialny, w końcu jestem Jack Mróz, nie?
   Podeszłem pod wielką skałę, w porach wieczornych ten szczyt świecił pustkami. Tylko dlaczego widziałem za skałą blask ognia. Podeszłem powoli w tamtą stronę.
   SZZZZZZ!
   Strzała przeleciała obok mnie i wbiła się w skałę tuż nad lewym policzkiem.

MERIDA
-Merido uspokuj się!- krzyknęła Lizzy.
   Ona jeszcze się nie nauczyła.
-Jeszcze go zabijesz, Merido zawsze możesz w niego trafić?
    Nie sluchałam tylko wystrzeliłam strzałę, chłopak był jakieś dwieście metrów od nas ale ja byłam pewna swojego celu.
-Biegniemy!- krzyknęłam do Lizzy i pognałyśmy w stronę chłopaka.
    Tak jest! Strzała wbiła się zaledwie milimert od jego policzka a druga przybiła jego kaptur do skały. Klnął próbując wyciągnąć srebna strzałe.
-Iść po Thalie?- zapytała Lizzy.
-Nie tylko po Thalie.- odparła Merida.
   Wyciagnełam kolejną strałe i przybiłam mu rękach do ściany.
-Co kurde?!- krzyknął i obrócił się w moja stronę.
   Czy to bóg? Heros?
   Chłopak miał białe jak śnieg włosy, mleczno biała cerę. Ubrany był w spodnie, Merida widziała takie jak jeszcze była śmiertelna. Nosili je zazwyczaj chłopi, za to miał niebieską bluzę.
-Widzisz mnie?- zapytał zdziwiony.
-Myślisz że nie umiem przez mgłe zobaczyć, ale chyba zasłaniasz swoją boskość tak bardzo że widze jakąś paskudę.- powiedziałam, przymykając oczy i próbując przejrzeć mgłe.

JACK
-Czekaj to jestem boski czy paskudny? Bo wiesz ty jesteś niczego sobie- tu mrugnąłem do niej.
   Ona patrzyła się na mnie jak na zapchlonego kundla ale zarazem w ciekawością.
-Apollo? Nie... Apollo jest uwięziony na Delfach.
   Dziewczyna miała rude, gęste loki sięgające prawie do pasa. W włosach miała skórzaną przepaskę tak że wyglądała trochę jak hipis. Miała na sobie rozpiętą, białą parkę, na plecach zawieszony kołczan a w ręku srebny łuk. Na jej koszulce wypisane było markerem ,,Kocham Naomi i tłuste kotlety z brokułami", czyżby karniak?
-Nie, jestem Jack- powiedziałem.
  Zaraz do niej przybiegły dwie dziewczyny.
   Ubrane w parki i bojówki, jedna miała rude włosy wygolone po dwóch stronach, druga miała twarz pokrytą piegami, krótkie i krzywo przycięte czarne włosy a w nich srebną opaskę.
-Jesteś bogiem? Nieśmiertelny?- zapytała ta w czarnych głosach, jej głos mówił ,,odpowiadasz albo będzie z tobą źle".
-Czyli że wy też jesteście nieśmiertelne?- zapytałem,mój głos miał coraz więcej entuzjazmu.
-Thalia co to za debil?- zapytała ta w rudych, przystrzyżonych włosach.
-Pheobe, to jakiś pewnie pomniejszy bóg- powiedziała ta w rudych lokach.
-Dobra, dobra kochane...- zaczęłem.
-Stól pysk!- powiedziały wszystkie na raz po czym jakby nic wróciły do rozmowy.
-Merido, co on tu robił?- zapytała Thalia.
-Widziałam że tu się kręcił, no wiesz jest prawie północ a on jest dziwny- powiedziała Merida.
-Gdyby byłaś duszkiem też byłabyś dziwna- wtrąciłem się.
-Na brodę Hadesa, jesteś duchem?- zapytała Pheobe.- On służy Gai!
-Gejom? Czekaj o czym wy mówicie?
-Ile już jest na ziemi?- zapytała Thalia.
   Widac było że ona tu dowodzi, jej towarzyszki natychmiast umilkły.
-Trzysta dwadzieścia- powiedziałem.
-Jak się nazywasz?- pytała dalej Thalia.
-Jack Mróz.
-Co to, dziadek mróz?- Merida uniosła brwii.
-No tak, jestem duchem zimy- powiedziałem wyrywając strzały i podnosząc laskę.
-Ty nie jesteś tym synem Boreasza?- zapytała Merida.
-Przecież on ma córkę, Chione.- poprawiła ją Phobe.- Ona jest boginią zimy.
-Czekajcie, jest jakaś mroźna laska i ja jej nie znam?
   Zignorowały mnie i zaczeły wymyślać dziwne teorie
-Dacie mi coś powiedzieć?!- krzyknąłem, obróciły się w moją stronę z chęcią mordu w oczach.-Nazywam się Jack Mróz, ten Jack Mróz! Niewiem co pieprzycie o bogach ale ja jestem Strażnikiem! Rozumiecie, chronie dzieci i ich marzenia! Święty Mikołaj, Zębuszka u takie sprawy.
-Pozbyć się go?- zapytała Pheobe.
-Pozbyć się- potwierdziły obydwie, Thalia i Merida

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz