MERIDA
Dziewczyny porozsiadały się na poduszkach, ja usiadłam koło Lizzy. Obok mnie pojawił się jeden z wilków i oparł głowę na moich kolanach, zaczęłam go drapać za uchem.
-Artmeida przekazała nam dosyć... nietypowe wieści- odparła Thalia, zdjęła kurtkę i rzuciła ją do jednej z szaf po czym wróciła nam miejsce.
-Merida i Lizzy.-powiedziała Thalia.-Artmeida zleciła wam misję.
Wszyscy zaczęli szeptać a ja przełknęłam głośno ślinę.
-Że ja?-zdziwiła się Lizzy.- Jaka misja?
-Cisza- powiedziała Thalia.- Trzecim towarzyszem będzie John...
-Jack- poprawił ją.
-...Mróz.
-Przecież to męźczyzna!
-Wiecie jak skończyła się ostatnia misja!
-Przecież nawet go nie znamy!
-Cisza!- krzyknęła Lizzy, oddychała głeboko a jej twarz przybrała barwę szkarłatu.
Sama, jak i inne łowczynie zdziwione byłyśmy nagłym wybuchem Lizzy. Była u nas niecałe czterdzieści lat, raczej skryta i nieśmiała. Jest moją najlepszą przyjaciółką od niedawna, zaczęłam się z nią kumplować po śmierci Zoe.
Lizzy miała blond włosy zaplątane w dwa warkocze, cały czas wyglądała na trzynastolatkę. Miała jasną cerę i urocze piegi na nosie, jej oczy błyszczały ciepłym brązem.
Lizzy póki co była jedną z najmniej doświadczonych łowczyń i do tego była strasznie naiwna i dziecinna. Większość z nas obstawiała że w końcu w kimś się zakocha i złamie śluby.
-Ja nie sprzeciwie się Artmeidzie.- powiedziała.-Jeśli taka jest jej wola to ją spełnie.
-Ja także- odparłam.-Artmeida wie dobrze co robi. Nigdy nas nie zawiodła. Czego nam jeszcze potrzeba? Mamy trzech uczestników i broń.
-Ale nie macie planu- dodała Naomi posępnie.- Żadnej przepowiedni, nie wiecie od czego zacząć.
-Ja wiem- odparł Jack, wszystkie głowy skierowały się w jego stronę.- Twoja moc nie w wszystkich rękach jest dobra. To powiedziała Artmeida.
-I co z tego?- zapytała Thalia.
Jack machnął kijem i włosy Thalii pokryła warstwa szronu. Ona najwyraźniej nie zwracała na to uwagi.
-Chciałbym poznać tą mroźną panienkę, to któraś z was?- zapytał.
-Nie. To by wszystko wyjaśniało- powiedziała Thalia.- Z Chione to kawał wrednej suki.
Thalio proszę... musisz rozpamiętywać. Można powiedzieć że między łowczyniami a boginią śniegu nigdy nie będzie pozytywnych stosunków.
-No to przygodo, ruszamy!- zawołał Jack.
-Traktuj to trochę poważnie- upomniałam go.
-Poważnie?- powtórzył z niedowierzaniem Jack.- Właśnie latam sobie po świecie a tu nagle atakują mnie jakieś laski i każą mi iść na misje. Sobie myśle.. okej i tak nie mam co robić. Trudno mi traktować poważnie.
-Zachowujesz się jak dziecko- mruknęłam.
-Droga panno Merido- powiedział i ukłonił się popisowo.-Ja jestem dzieckiem. A po za tym powinnyście trochę korzystać z waszego nieśmiertelnego życia. Znaleść sobie hobby, oprócz celowania łukiem w żywe cele, znaleść sobie chłopaka...
Dalszą wypowiedź zagłuszył śmiech łowczyń.
-Powiedziałem coś nie tak?- zapytał zdziwiony Jack.
-Ty chyba nie wiesz na czym polega nasza nieśmiertelność- odparłam.
-Dobrze. Cicho!- przerwała Thalia.-Zaczniecie od siedziby Boreasza.
-Zimno... chłód...-mruknęła Lizzy.- Sama radość.
-Jest problem- dodała Pheobe.-No wiecie Gaja i te sprawy. Lepiej podróżować powietrzem.
-Spokojnie, coś się załatwi- powiedział Jack.- Coś latającego tak? Chyba że umiecie latać?
-Yyy... nie-mruknęła Pheobe.
-No to okej, wróce tu rano z tansportem- powiedział i szykował się do wyjścia ale Thalia go zatrzymała.
-Przyrzeknij- odparła.- Przyrzeknij na Styks.
-Yhh... okej.- Jack położył rękę na sercu.- Przyrzekam na Styks.
-A teraz małe zapoznanie do czego się zoobiwiązałeś- powiedziała Thalia z mina triumfu na twarzy.- Jeśli złamiesz przysięge czekają cię najgorsze cierpienia, jak ci się poszczęści możesz umrzeć.
Chciało mi się śmiać kiedy widziałam jak Jack, przestraszony przełyka ślinę.
-Rozumiem- odparł.- Wróce tu.
Wyszedł z namiotu, kiedy Thalia wyjrzała tam już go nie było. Bez watpienia był jakimś bogiem.
JACK
Jedyną osobą która może coś o tym wiedzieć to North. Przynajmniej wierzę że on może coś wiedzieć i zorganizować transport dla tych dwóch dziewczyn.
Zastałem go w jego gabinecie, za sterty papierów i zabawek widać było tylko czubek jego głowy.
-Hej!- przywitałem się i podeszłem do Northa.
On najzwyczajniej w świecie spał z głową na książce. Podeszłem do jednej z półek i całkiem niechcący strąciłem jakiś tomik poezji, spadł na podłogę z głośnym BUM!
-Co się...- North podniósł glowę.
-To przez przypadek- powiedziałem sczerząc zęby.
Nort podniósł się z miejsca i przetarł oczy. Tak to właśnie święty Mikołaj, gdybyście spotkali go na ulicy wasza matka złapała by was za rękę i odciągnęła jak najdalej od niego, mówiąc że to jakiś stary kryminalista.
Norh był wysoki, miał szerokie ramiona i a przed ramienia pokrywały tatuaże. Miał ostre rysy, długa siwą brodę i włosy przylizane do tyłu. Wygladał trochę jak te dziadki jeżdzące na harleyach, brakowalo mu tylko skórzanej kurtki i kasku.
-Co robisz?- zapytałem.
-Rozmyślam czy nie dać ci z powrotem zakazu wejścia do bazy- odparł.-Co cię tu sprowadza?
-Yyy... nic- powiedziałem spacerując po gabinecie.- Spotkałem dzisiaj fajne koleżanki.
-I co z tego?- zdziwił się North.-Jack twoje podboje miłosne nie interesują mnie ani trochę.
-Wiesz North. Nie wszystkie dziewczyny napadają na mnie z łukiem i służą Artmeidzie.
-Ahaaaa...- mruknął North.- Więc o to chodzi, no cóź. Mówiłem ci kiedyś o greckich bogach?
-Yyy nie.
-No dobra. Są nieśmiertelni jak my i nasze stosunki z nimi są bardzo neutralne.
-Ale dlaczego mi nie powiedziałeś?
-Wyleciało mi z głowy-mruknął i machnął lekceważąco ręką.
-Ej North- dodałem nieśmiało.- Bo wiesz złożyłem przysięge na Styks...
-Jack!- ryknął North.- Co przysiągłeś?!
-Że znajde transport i uczestnicze w ich misji.
-Coś załatwie. Ale na przyszłość. Kiedy złamiesz przysięge na Styks... dzieją się straszne rzeczy. Dlatego tej przysięgi nie można złamać. A ta misja...
Podszedł do półki z książkami i wziął jedną.
-Znasz mitologię grecką?-zapytał North.
-No jest Neptun, Hades i takie tam...
-Yhym...- tu masz lektórę dodatkową.- Słuchaj mnie uważnie. Nazywasz się Jack Mróz i jesteś czwartożednym bogiem yyy... sportów zimowych.
-Co?!- krzyknąłem.
-Lepiej żeby nie wiedziały że jesteś duszkiem. Dalej. Jesteś wnukiem Ateny, który wynalazł... łyżwiarstwo i za to został obdarzony niesmiertelnością.
North musiał powtarzać mi to jeszcze dwa razy żebym zapamiętał. Kiedy się upewnił że znam to na pamięć, przeszliśmy przez całą fabrykę zabawek do garażu. North stanął przed swoimi, wypasionymi saniami.
-Chcesz mi je pożyczyć?- zapytałem i podskoczyłem z szczęscia.
-Nie... zwariowałeś?- Nort podszedł do czegoś zakrytego plandeką i odsłonił to.-Te sanie chce ci dać.
Co? Te sanie były dwa razy miejsze od tych prawdziwych. Widzieliście kiedys fiata, wyobraźcie sobie że przed wami stoi fiat bez kół i z doczepionymi szynami.
-Żartujesz sobie?- zapytałem patrząc na zmasakrowane auto.
-Własnie nie!- zawołał North i wskoczył na siedzenie kierowcy.-Patrz na to!
Przednie światła zaczęły świecić się i gasnąć z cichym kliknięciem. Te klikania układały się w melodie Jingle balls. Zaraz coś przestawił i za tylnych drzwi wysunęły się drewniane skrzydła.
-I dam ci jednego renifera!-zawołał North.
-Żartujesz sobie?
-No własnie nie- odparł North.- Nawet nie wiesz co to cacko potrafi.
Poklepał samochód po masce, nagle zderzak odpadł i runął nad ziemie.
-Mały błąd- mruknął North i machnął ręką.
Jeden z Yeti przyprowadził renifera i zapiął go w uprzęży.
-Nazywa się Filemon- powiedział North z dumą głaskając zwierzę.- W przeciwieństwie do sań on ma do mnie wrócić.
-Jeśli można to nazwać saniami...-mruknąłem.
Wszedłem do auta, przednia szyba była wbita i przez nią wziąłem lejce. Czułem się bardzo i to bardzo, bardzo głupio w tym ,,pojeździe" Szarpnąłem je a renifer ruszył.
Jack będzie miał siare xd
OdpowiedzUsuń"-Znasz mitologię grecką?-zapytał North.
OdpowiedzUsuń-No jest Neptun, Hades i takie tam..."
Ja ci zaraz dam mylić rzymskich i greckich bogów!
Percy trzymaj mnie bo jak zaraz jacka dorwie to z tartaru się nie wydostanie i do tego poproszę leo aby podpalił go!
Jestem za! - Leo
Ani mi się waż Valdez.. Percy lepiej ją łap.- Jason
Już!- Percy
"Jesteś wnukiem Ateny, który wynalazł... łyżwiarstwo i za to został obdarzony niesmiertelnością." W wynalezienie jeszcze uwierzę ale w syna ateny? nigdy. prędzej że jest synem afrodyty, czy aresa ale nie ateny xD oczywiście jack wierze w twoją inteligencje ale nie jesteś tak inteligenty jak dzieci ateny xD
Pozdrawiam cię jadzia xD super rozdział =D