MERIDA
Thalia dwa razy przychodziła do mnie pytając czy wszystko dobrze. Ja nie mogłam spać, nurtowało mnie jedno pytanie. Po co to wszystko?
Wejście do namiotu uchyliło się a do środka znów weszła Thalia.
-Mer- westchnęła.-Proszę idź spać.
-Nie mogę.- odparłam.- A po za tym to ja miałam patrolować dzisiaj obozowisko, nie ty.
-Chcę żebyś się wyspała- mruknęła Thalia.- Przygotowałyśmy wam wszystkie potrzebne rzeczy, nie ma się o co martwić.
-Ta cała wojna z Gają. Myślisz że ta misja ma coś wspólnego?- zapytałam.
Thalia wzruszyła ramionami.
-Może Artmeida chce ci coś przekazać w śnie. A ty jej nie dajesz szansy.
-Masz racje- odpowiedziałam.-powinnam się wyspać, misja to nie żarty.
Thalia uśmiechnęła się i wyszła.
Obudziłam się, nie miałam w śnie żadnej informacji od Artmeidy, co było dziwne. Prawie każdej nocy miałam dziwne sny, a co dopiero przed bardzo ważną misją. Teraz nie dostałam ani jednego znaku.
-Mer, Jack wrócił- powiedziała Lizzy.
Była ubrana jak wszystkie łowczynie, parka i spodnie kamuflujące. Blond włosy miała zaplecione w długi warkocz, zakończony czerwoną wstążką.
-Dlaczego nie budziłaś mnie wcześniej?- zapytałam wyglądając prze wyjście do namiotu, słońce już dawno wzeszło.
-Musiałaś odpoczywać, Thalia mówi że wcale nie spałaś.
-Na brodę Hadesa!- przeklnęłam i w pośpiechu zmieniłam spodnie od piżamy na te kamuflujące.
Narzuciłam na siebie parkę, zawiesiłam byle jak szalik na szyi...
-Nie ma się co śpieszyć...- powiedziała kiedy ja w pośpiechu wiązałam buty.-Twój bagaż.
Rzuciła mi mały plecaczek, w którym pewnie mieściła się zawartość pięciu walizek podróżnych. Magiczne gadżety, jak tu bez nich żyć?
-Chodź już!- zawołałam ciągnąc ją za rękaw.
Cała energia wytrysnęła ze mnie gdy tylko zobaczyłam Jack'a, i to coś za nim.
Mianowicie był to mały, brzydki, stary samochód pomalowany na niebiesko. Z jego boków wystawały duże, drewniene skrzydła. Nie miał kół a zamiast tego doczepione szyny, do pojazdu przymocowany był renifer.
Renifer jako jedyny jakoś wyglądał, jego, brązowa sierść lśniła. Skierował poroże w naszą stronę a z jego nozdrzy wyleciała struszka pary. Inne łowczynie zebrały się na około, przygladając się temu czemuś.
-Hej koleżanki!- zawołał Jack za siedzenia kierowcy i pomachał w naszą stronę.
-To lata?- zdziwiłam się.
-No, przecież zależało wam na transporcie powietrznym- powiedział Jack.- To jest Filemon.
Wskazał z dumą na renifera. Inne łowczynie pod śmiechiwały się z Jack'a, tylko Thalia stała z założonymi rękami pzygladając się pojazdowi.
-Widziałam jak to leciało. Ten renifer jest jakiś magiczny?- zapytała Thalia.
-Tak... ten boska magia. W końcu jestem bogiem- powiedział Jack po czym nerwowo się uśmiechnął.
-Yhym...- mruknęła Thalia po czym zwróciła się do łowczyń.-Za dwadzieścia minut ruszamy, mamy zdać Chejronowi położenie rzymskich wojsk.
-Thalio! Stój!- krzyknęłam szybko.- Jak to macie sprawdzić położenie rzymskich wojsk? Ja w takim razie...
-Merido zajmiemy się zwiadami. Ty masz misje.- powiedziała po czym odeszła wykrzykując kolejne rozkazy.
-Wsiadacie?- zapytał Jack.
Jak on komicznie wyglądał w tym aucie.
-Torin jedzie z nami- powiedziała Lizzy wpuszczając wilka na tylne siedzenie.
Popatrzyłam z Lizzy po sobie i równocześnie krzyknęłyśmy:
-Zaklepuje przód.
CHA CHA CHA pierwsza wskoczyłam na siedzenie pasażera. Lizzy powędrowała do tyłu i usiadła obok Torina.
-Ten wasz Torin...-Jack wzkazał na wilka.-Nie zje Filemona?
Thalia dwa razy przychodziła do mnie pytając czy wszystko dobrze. Ja nie mogłam spać, nurtowało mnie jedno pytanie. Po co to wszystko?
Wejście do namiotu uchyliło się a do środka znów weszła Thalia.
-Mer- westchnęła.-Proszę idź spać.
-Nie mogę.- odparłam.- A po za tym to ja miałam patrolować dzisiaj obozowisko, nie ty.
-Chcę żebyś się wyspała- mruknęła Thalia.- Przygotowałyśmy wam wszystkie potrzebne rzeczy, nie ma się o co martwić.
-Ta cała wojna z Gają. Myślisz że ta misja ma coś wspólnego?- zapytałam.
Thalia wzruszyła ramionami.
-Może Artmeida chce ci coś przekazać w śnie. A ty jej nie dajesz szansy.
-Masz racje- odpowiedziałam.-powinnam się wyspać, misja to nie żarty.
Thalia uśmiechnęła się i wyszła.
Obudziłam się, nie miałam w śnie żadnej informacji od Artmeidy, co było dziwne. Prawie każdej nocy miałam dziwne sny, a co dopiero przed bardzo ważną misją. Teraz nie dostałam ani jednego znaku.
-Mer, Jack wrócił- powiedziała Lizzy.
Była ubrana jak wszystkie łowczynie, parka i spodnie kamuflujące. Blond włosy miała zaplecione w długi warkocz, zakończony czerwoną wstążką.
-Dlaczego nie budziłaś mnie wcześniej?- zapytałam wyglądając prze wyjście do namiotu, słońce już dawno wzeszło.
-Musiałaś odpoczywać, Thalia mówi że wcale nie spałaś.
-Na brodę Hadesa!- przeklnęłam i w pośpiechu zmieniłam spodnie od piżamy na te kamuflujące.
Narzuciłam na siebie parkę, zawiesiłam byle jak szalik na szyi...
-Nie ma się co śpieszyć...- powiedziała kiedy ja w pośpiechu wiązałam buty.-Twój bagaż.
Rzuciła mi mały plecaczek, w którym pewnie mieściła się zawartość pięciu walizek podróżnych. Magiczne gadżety, jak tu bez nich żyć?
-Chodź już!- zawołałam ciągnąc ją za rękaw.
Cała energia wytrysnęła ze mnie gdy tylko zobaczyłam Jack'a, i to coś za nim.
Mianowicie był to mały, brzydki, stary samochód pomalowany na niebiesko. Z jego boków wystawały duże, drewniene skrzydła. Nie miał kół a zamiast tego doczepione szyny, do pojazdu przymocowany był renifer.
Renifer jako jedyny jakoś wyglądał, jego, brązowa sierść lśniła. Skierował poroże w naszą stronę a z jego nozdrzy wyleciała struszka pary. Inne łowczynie zebrały się na około, przygladając się temu czemuś.
-Hej koleżanki!- zawołał Jack za siedzenia kierowcy i pomachał w naszą stronę.
-To lata?- zdziwiłam się.
-No, przecież zależało wam na transporcie powietrznym- powiedział Jack.- To jest Filemon.
Wskazał z dumą na renifera. Inne łowczynie pod śmiechiwały się z Jack'a, tylko Thalia stała z założonymi rękami pzygladając się pojazdowi.
-Widziałam jak to leciało. Ten renifer jest jakiś magiczny?- zapytała Thalia.
-Tak... ten boska magia. W końcu jestem bogiem- powiedział Jack po czym nerwowo się uśmiechnął.
-Yhym...- mruknęła Thalia po czym zwróciła się do łowczyń.-Za dwadzieścia minut ruszamy, mamy zdać Chejronowi położenie rzymskich wojsk.
-Thalio! Stój!- krzyknęłam szybko.- Jak to macie sprawdzić położenie rzymskich wojsk? Ja w takim razie...
-Merido zajmiemy się zwiadami. Ty masz misje.- powiedziała po czym odeszła wykrzykując kolejne rozkazy.
-Wsiadacie?- zapytał Jack.
Jak on komicznie wyglądał w tym aucie.
-Torin jedzie z nami- powiedziała Lizzy wpuszczając wilka na tylne siedzenie.
Popatrzyłam z Lizzy po sobie i równocześnie krzyknęłyśmy:
-Zaklepuje przód.
CHA CHA CHA pierwsza wskoczyłam na siedzenie pasażera. Lizzy powędrowała do tyłu i usiadła obok Torina.
-Ten wasz Torin...-Jack wzkazał na wilka.-Nie zje Filemona?
JACK
-Zapnijcie pasy- powiedziałem.
-Ale tu nie ma pasów.- odparła Lizzy.
-To taki żart- odpowiedziałem z uśmieszkiem i szarpnąłem za lejce.
Renifer ruszył zbyt gwałtownie, w uszach słyszałem świst powietrza.
-Ja chce do tyłu!- krzyknęła Merida trzymając się końców fotela.-Zwolnij!
Renifer zaczął gładko szybować, w powietrzu wyglądał jakby skakał w zwolnionym tępię. Z tyłu Lizzy zwinęła się w kłębek, wychylając lekko głowę przy szybie. Merida wychyliła się przez okno.
-Wow...- powiedziała.
-Może potrzymać cię za rączke i razem pooglądamy widoki?- zaproponowałem z cwanym uśmieszkiem.
Nie spodziewałem się od niej usłyszeć ,,zgoda", mogła chociaż się zaśmiać albo rzucić coś w stylu ,,ale ty głupi". Zamiast tego widziałem jak jej dłoń wędruje po nóż, ale jakby w ostatniej chwili rozmyśliła się.
-Wymyśl sobie inny temat do żartu- rzuciła i obróciła się w stronę okna.
Jedną ręką trzymałem lejce a druga sięgnąłem po książkę, którą dał mi North o mitologii.
Przewróciłem kilka rozdziałów aż znalazłem notkę o Artmeidzie.
Opiekunka przyrody, łowów... bla bla bla. Ślubowała wieczne dziewictwo bla bla bla. Do swoich łowów przyjmowała tylko dziewczęta, które przyrzekały być dziewicami. Dostawały nieśmiertelne życie, za złamanie ślubów musiały odejść z grona łowczyń.
Popatrzyłem na Lizzy i Meride, zastanawiając ile mają lat. Czy nie wolały wyjść za mąż i dożyć starości.
-Macie jakieś boskie pochodzenie?- zapytałem żeby przerwać ciszę.
-Jestem córką Iris, bogini tęczy- powiedziała Lizzy.
-Mój ojciec był synem Aresa, boga wojny- odparła Merida.
-Był wojownikiem?
-Można tak powiedzieć. A ty? Bogu sportów zimowych, jaka jest twoja historia?
-Jestem wnukiem Ateny- skłamałem.- Bogowie uczynili mnie patronem sportów zimowych za ich wynalezienie.
-Serio?-parsknęła Merida.-Dostałeś pełną nieśmiertelność za wynalezienie zjazdy na dwóch deskach?
-To są narty- poprawiłem ją.-A chokej? Skoki narciarskie?
-Beznadzieja- mruknęła Lizzy.
-Ludzie to uwielbiają- powiedziałem.- To jest mroźniejsza forma igrzysk olimpijskich.
-Ja osobiście lubię strzelanie z łuków do żywych celów- odparła Lizzy.-Mógłbyś to dodać do olimpiady?
-A rzut palem?- dopytała się Merida.- Kiedyś byłam w tym dobra.
-Rzut palem? To jest niemodne- mruknąłem i pokręciłem głową.- Przecież nikt nie będzie produkować szkodzkich spódniczek z Reboka. A po za tym jak to brzmi ,,Idziesz na narty?" a ty odpowiadasz ,,Nie, idę rzucać palem".
-CHA CHA CHA- odparła Merida.-Nie chce nic mówić ale lecimy w złym kierunku.
-Zapomnieliście mi w ogóle powiedzieć gdzie lecimy- odparłem.
-Nie mówiliśmy? Mer jak mogłaś zapomnieć- powiedziała Lizzy z udawanym oburzeniem.- Do Quebeku, to na wschód.
-Wole być dokładniejszy- odparłem i wyciągnąłem z plecaka od Northa mały globus.
-Fajny plecaczek- odparła Merida.
-Ach... o to chodzi- mruknąłem patrząc na mój plecak.
Zielono-czerwony w norweskie renifery z napisem ,,♥KAKAO♥".
-Tak naprawdę nienawidzę kakao- wytłumaczyłem co było czysta prawdą, chociaż one i tak nie zwróciły na to uwagi.
Globus był wielkości piłki ręcznej, był mniejszą wersją tego, który znajdował się w bazie.
-Quebeck- powiedziałem.
-Czy napewno chcesz wyznaczyć tam trasę?- odezwał się kobiecy głos z globusa.
-Tak.
-Kieruj się na wschód- odpowiedział głos globusowego GPS'a.
Lizzy zachichotała po czym powiedziała: ,,A nie mówiłam". Wykonałem polecenie.
-Większość bogów ma złote rydwany, ciągnięte przez najlepsze konie...- mruknęła Merida.- A ty masz to coś? Fiat ciągnięty przez renifera?
-Tak naprawdę jest pożyczony od przyjaciela- wytłumaczyłem.- Ja poruszam się na własną rękę. A jeśli pozwolicie, ja się przekimam.
Zawiązałem upsząż na sprzęgle i odchyliłem fotel do tyłu pogrążając się w śnie.
-Zapnijcie pasy- powiedziałem.
-Ale tu nie ma pasów.- odparła Lizzy.
-To taki żart- odpowiedziałem z uśmieszkiem i szarpnąłem za lejce.
Renifer ruszył zbyt gwałtownie, w uszach słyszałem świst powietrza.
-Ja chce do tyłu!- krzyknęła Merida trzymając się końców fotela.-Zwolnij!
Renifer zaczął gładko szybować, w powietrzu wyglądał jakby skakał w zwolnionym tępię. Z tyłu Lizzy zwinęła się w kłębek, wychylając lekko głowę przy szybie. Merida wychyliła się przez okno.
-Wow...- powiedziała.
-Może potrzymać cię za rączke i razem pooglądamy widoki?- zaproponowałem z cwanym uśmieszkiem.
Nie spodziewałem się od niej usłyszeć ,,zgoda", mogła chociaż się zaśmiać albo rzucić coś w stylu ,,ale ty głupi". Zamiast tego widziałem jak jej dłoń wędruje po nóż, ale jakby w ostatniej chwili rozmyśliła się.
-Wymyśl sobie inny temat do żartu- rzuciła i obróciła się w stronę okna.
Jedną ręką trzymałem lejce a druga sięgnąłem po książkę, którą dał mi North o mitologii.
Przewróciłem kilka rozdziałów aż znalazłem notkę o Artmeidzie.
Opiekunka przyrody, łowów... bla bla bla. Ślubowała wieczne dziewictwo bla bla bla. Do swoich łowów przyjmowała tylko dziewczęta, które przyrzekały być dziewicami. Dostawały nieśmiertelne życie, za złamanie ślubów musiały odejść z grona łowczyń.
Popatrzyłem na Lizzy i Meride, zastanawiając ile mają lat. Czy nie wolały wyjść za mąż i dożyć starości.
-Macie jakieś boskie pochodzenie?- zapytałem żeby przerwać ciszę.
-Jestem córką Iris, bogini tęczy- powiedziała Lizzy.
-Mój ojciec był synem Aresa, boga wojny- odparła Merida.
-Był wojownikiem?
-Można tak powiedzieć. A ty? Bogu sportów zimowych, jaka jest twoja historia?
-Jestem wnukiem Ateny- skłamałem.- Bogowie uczynili mnie patronem sportów zimowych za ich wynalezienie.
-Serio?-parsknęła Merida.-Dostałeś pełną nieśmiertelność za wynalezienie zjazdy na dwóch deskach?
-To są narty- poprawiłem ją.-A chokej? Skoki narciarskie?
-Beznadzieja- mruknęła Lizzy.
-Ludzie to uwielbiają- powiedziałem.- To jest mroźniejsza forma igrzysk olimpijskich.
-Ja osobiście lubię strzelanie z łuków do żywych celów- odparła Lizzy.-Mógłbyś to dodać do olimpiady?
-A rzut palem?- dopytała się Merida.- Kiedyś byłam w tym dobra.
-Rzut palem? To jest niemodne- mruknąłem i pokręciłem głową.- Przecież nikt nie będzie produkować szkodzkich spódniczek z Reboka. A po za tym jak to brzmi ,,Idziesz na narty?" a ty odpowiadasz ,,Nie, idę rzucać palem".
-CHA CHA CHA- odparła Merida.-Nie chce nic mówić ale lecimy w złym kierunku.
-Zapomnieliście mi w ogóle powiedzieć gdzie lecimy- odparłem.
-Nie mówiliśmy? Mer jak mogłaś zapomnieć- powiedziała Lizzy z udawanym oburzeniem.- Do Quebeku, to na wschód.
-Wole być dokładniejszy- odparłem i wyciągnąłem z plecaka od Northa mały globus.
-Fajny plecaczek- odparła Merida.
-Ach... o to chodzi- mruknąłem patrząc na mój plecak.
Zielono-czerwony w norweskie renifery z napisem ,,♥KAKAO♥".
-Tak naprawdę nienawidzę kakao- wytłumaczyłem co było czysta prawdą, chociaż one i tak nie zwróciły na to uwagi.
Globus był wielkości piłki ręcznej, był mniejszą wersją tego, który znajdował się w bazie.
-Quebeck- powiedziałem.
-Czy napewno chcesz wyznaczyć tam trasę?- odezwał się kobiecy głos z globusa.
-Tak.
-Kieruj się na wschód- odpowiedział głos globusowego GPS'a.
Lizzy zachichotała po czym powiedziała: ,,A nie mówiłam". Wykonałem polecenie.
-Większość bogów ma złote rydwany, ciągnięte przez najlepsze konie...- mruknęła Merida.- A ty masz to coś? Fiat ciągnięty przez renifera?
-Tak naprawdę jest pożyczony od przyjaciela- wytłumaczyłem.- Ja poruszam się na własną rękę. A jeśli pozwolicie, ja się przekimam.
Zawiązałem upsząż na sprzęgle i odchyliłem fotel do tyłu pogrążając się w śnie.
super! Ciekawe jak się im powiedzie ich misja? Dawaj jak najszybciej kolejną część :-)
OdpowiedzUsuńRozdział super! (Zresztą jak zawsze :P) mam nadzieje że następny pojawi sie szybko :)
OdpowiedzUsuńPS. Co z Pokochaj Huncwota? ;)
OdpowiedzUsuń