niedziela, 22 marca 2015

5. Awaryjne lądowanie

   MERIDA
   Minęło już około dwóch godzin, Jack nadal spał, Lizzy wypletła już połowę sieci a ja skończyłam chaftować.
   Mój haft przedstawiał renifera i sanie, ale nie to auto zaprzeżone do renifera tylko prawdziwe sanie. Obok stałam ja i Lizzy, ale wyglądałyśmy jak te rysunki przedszkolaków. Można nas jedynie poznać po kolorze włosów.
-Wyglada okropnie- powiedziała Lizzy patrząc na mój haft.-Mam uśmiech na pół twarzy.
-Dzięki- mruknęłam i pokazałam jej język.
   Wrzuciłam haft do plecaka i rozsiadłam się wywalając nogi na fotel Jack'a, no cóż, spał, raczej nie będzie mu to przeszkadzało.
-Śpi?- zapytała Lizzy, podnosząc wzrok znad sieci.
   Kopnęłam lekko Jack'a w bok, końcem buta. Mruknął coś przez sen ale nie obudził się.
-Śpi- potwierdziłam.
   Lizzy odłożyła sieć na kolana i przesunęła się w moją stronę.
-Wydaje mi się że on ma coś wspólnego z Gają- powiedziała Lizzy.
-Ta misja w ogóle jest dziwna. Może i jest związana z wojną z Gają a może wcale nie jest.- mruknęłam.
-Nie wyczuwam od niego boga- odparła Lizzy.-Ani ducha, potwora, człowieka czy nawet giganta.
-Tak, też to czuję- potwierdziłam.- Jest czwartorzędnym bożkiem,bo nawet nie mogę go nazwać bogiem. Może dlatego nie wyczuwamy od niego żadnej aury. Jedno jest pewne, nie możemy mu zaufać.
   Lizzy potaknęła i jakby nigdy nic wróciła do plecienia sieci. Ja oparłam się, powinnam się zdrzemnąć póki nic się nie dzieje. Nie spałam prawie całą noc i trochę odpoczynku dobrze mi zrobi.
  
    JACK
    Merida spała z nogami wywalonymi na mój fotel, już bez przesady. Z tyłu Lizzy i jej wilk też spali, ona oparta o jego bok, ona w przeciwienstwie do Meridy wyglądała słodko. Nawet śpiąc uśmiechała się, wdychała powietrze nosem a wypuszczała ustami z cichutkim sapnięciem.
   Merida natomiast spała rozwalona, z pół otwartą buzia, z kącika ust skapywała jej ślina. Była dwunasta dwadzieścia, co znaczyło że spałem jakieś pięć godzin. Filemon galopował powoli w powietrzu, nie wygladał na ani trochę zmęczonego.
   Upewniłem się że Merida i Lizzy na pewno śpią i wyciągnęłem z plecaka globus.
-Jammie Benneth- powiedziałem do kuli.
-Nie znaleziono użytkownika- odpowiedział kobiecy głos z kuli.
-Sophie Benneth.
-Użytkownik dwadzieścia mil na zachód.
-Co?- zapytałem jescze raz.
-Użytkownik dwadzieścia jeden mil na zachód.
   Popatrzyłem na Meride i Lizzy. Tylko sprawdzę i wracam.
    Pociągnąłem za lejce kierując w drugą stronę. Kierowałem się wszystkich uwag GPS'owego globusa.
    Lecieliśmy na lini brzegu i oceanu, powinnien wylądować w dolinie. Widziałem tam pola i skupisko domków.
-Ląduj- rozkazałem reniferowi.
    Natychmiast złota strzała skierowała się w moją stronę, wybiła szybę i wbiła się w zagłówek fotela.
-Najszybciej!- krzyknąłem.
    Kolejne strzały uderzały w auto. Słyszałem krzyki Meridy i Lizzy.
    Metr na Filemonem przeleciała ognista kula. Szarpałem za lejce.
   TRACH!
 
    MERIDA
    Nie wiem co się stało, po prostu obudziłam się spadając a teraz próbowała wyjść z przewróconego do góry nogami auta.
   Podbiegła do mnie Lizzy i pomogła mi wyjść. Jack rozpaczliwie próbował uwolnić Filemona z uprzęrzy.
-Stać!- krzyknął dziewczęcy głos.
   Obróciłam się, przed mną stała dziewczyna w ciemnych włosach i z bandamą w włosach. Za nią stała grupka nastolatków z bronią wycelowana w nasza stronę.
-Merida.- odparła krótko.
-Clarisse.
-Opuścić broń- rozkazała.-Dwie łowczynie Artmeidy i yyy...
   Jack w tym czasie odpiął Filemona. Dzieci Aresa wycelowały w niego broń.
   Jack podniósł ręcę.
-Ja nic nie zrobiłem- powiedział.
-Jest z nami- odparłam rozglądając się wokół.
   Byliśmy w obozie herosów. Dlaczego? Nasza trasa omijała go szerokim łukiem.
-Macie szczęście, wojska Rzymian mogli was sprzatnąć z powietrza.- odparła Clarisse.
-Ej sory że się wtrącam.- powiedział Jack zakładając na ramię swój plecak.-Szukam kogoś, Sophie i Jammie'go Benneth.
-Nie znam- odparła krótko Clarisse.- Zdażyły się trzy dziwne rzeczy. Po pierwsze jesteście tylko wy, po drugie jakoś się tu dostaliście, po trzecie co to ma być?!- wzkazała na rozbite auto i renifera.
-Długa historia- powiedziała Lizzy.
-Sophie Benneth- mówił Jack do globusa.
-Użytkownik w zasięgu kilometra.- powiedział kobiecy głos z kuli.
-Jammie Benneth.
-Użytkownik w zasięgu kilometra.
-Są tu!- krzyknął uradowany Jack.
-O czym tu mówisz?- zapytała Clarisse.
-Nasz GPS nakierował nas prosto do nich.
-Jak to nakierował?- zapytałam po czym dostrzegłam zmieszane spojrzenie Jack'a.-Przyprowadziłeś nas tu! Mało nie zginęliśmy!
-Nie ważne- przerwał mi Jack, przez co miałam ochotę go walnąć.- Szukam Sophie i Jammie'go Bennetha.
-To nowi obozowicze- powiedziała jakaś czarnoskóra dziewczyn z toporem do Clarisse.
-A co mam pamiętać wszytkich nowych?- zapytała Clarisse.
-Gdzie oni są?- zapytal Jack.
-Ja...- zaczęła Clarisse ale Jack już pognał w stronę domków.
 
    JACK
    Biegłem w stronę domków wykrzykując imiona Sophie i Jammie'go. Wszędzie łaziły dzieciaki w pomarańczowych podkoszulkach i z bronią w ręku.
-Sophie!- krzyknąłem- Jammie!
-Dobrze się czujesz?- zapytała jakaś dziewczyna przechodząca obok mnie.
   Miała czarne włosy i była nadzwyczaj piękna.
-Ty mnie widzisz?- zapytałem.
   Ona prychnęła.
-Nie wiem co bierzesz ale bierz dwa razy mniej- powiedziała.
-Szukam Jammie'go Bennetha- odparłem puszczając jej uwagę mimo uszu.
-Powinnien być w tym domku- powiedziała wzkazując na dom cały ze złota.
   Pobiegłem w tamta stronę a ona krzyknęła jeszcze za mną.
-Na przyszłość jestem Drew!
   Wbiegłem do domku, dwie dziewczyny w blond włosach siedziały na jednym z łóżek grając w karty.
-Sophie, Jammie- powiedziałem tylko.
   Dziewczyny zachichotały.
-Są przy ognisku- powiedziała jedna.
   Wybiegłem jak najprędzej z domku, widziałem wielkie ognisko, przebywało wokół nieco około trzydziestu nastolatków odpoczywając.
   Zatrzymałem się przy nich, przy ogniu dostrzegłem...
   Siedzieli tam, jak gdyby nigdy nic. Drobna blondynka opowiadająca coś i wymachująca rękami i wysoki szatyn podjadający z nią popcorn.
   Patrzyłem tak na nich, dopóki Jammie mnie nie zauważył, szturchnął Sophie która natychmiast pognała w moją stronę.
-Jack!-krzyknęła.
   Już za chwilę widziałem ich biegnących w moją stronę. Zaraz drobne ramiona i nieco mniej drobne zacisnęły mi się na szyi. Sophie szybko pocałowała mnie w oba policzki i nos. Nadal była tak mała że mogłem ja spokojnie utrzymać na rękach.
-Jesteście- powiedziałem tylko.

    MERIDA
   Gdyby nigdy nic rozbił nas tu i teraz pobiegł nie wiadomo gdzie.
-Kto to?- zapytała Clarisse, napewno chodziło jej o Jack'a który pognał w stronę domków.
-To bóg sportów zimowych. Mamy z nim misje.
   Clarisse popatrzyłam na jakby próbowała wywnioskować czy kłamie.
-Misja czy nie, to już raczej nie opuścicie obozu- stwierdziła.- Widzieliście co się stało, Rzymianie otoczyli cały obóz. Ledwo tu dotarliście żywi, na pewno nie dacie rady się wydostać.
-Na pewno jest jakieś wyjście- powiedziała Lizzy.
   Clarisse pokręciła głową i kontynuowała.
-Próbowaliśmy wyprowadzić kilkanaście osób. Najmłodszych herosów i niezdolnych do walki. Myślisz że dlaczego poprosiliśmy łowczynie o zrobienie dalszych zwiadów?
-A morze?- zapytałam.
-Też. Woda, ląd i powietrze.
-Tunele, macie jakieś tajne tunele?- próbowałam za wszelką cenę dowiedzieć się więcej.
-Był labirynt, ale jak wiesz już nie istnieje.
-Cokolwiek. Teleportacja? Cień? Wyrzutnie ludzi? Katapulty?
   Za każdym moim pytaniem Clarisse kręciła głową.
-Ta misja jest ważna. Artmeida nam ją zleciła i kazała ją prowadzić mężczyźnie. To nie jest dziwne?- zapytałam.-Pomóż mi jakoś, jak potomek Aresa potomkowi Aresa.
   Clarisse przygryzła wargę.
-Chciałabym ale naprawdę nie ma jak opuścić obozu. Może porozmawiacie z Chejronem.
-To bardzo dobry pomysł!- zawołała z uśmiechem Lizzy.-Tylko najpierw chcę przywalić Jack'owi za to że nas tu rozbił.
-Okay- odparła Clarisse, jej włócznia w magiczny sposób skróciła się trzykrotnie i przyczepiła ją do paska od spodni.- Ja tam lubię przemoc.

No w końcu jest, no teraz będzie nieco więcej bochaterów PJ i OH. Podoba wam się Jammie i Sophie jako dzieciątka Apolla?
   

3 komentarze:

  1. Jeju! Extra! Jamie i Sophie w obozie? Zapowiada się coraz ciekawiej, a Jack jak to Jack nie ma jak awaryjne lądowanie :-P Kiedy będzie nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej. Właśnie znalazłam twojego bloga. Przeczytałam wszystkie rozdziały i przyznam że jest boski ( dosłownie ) :) Coś czuje, że szybko stąd nie zniknę ;)
    Lubię Perciego Jacksona i jego przygody, więc fabuła przypadła mi do gustu, a dodanie tam Jack'a Frost'a jest taką wisienką na torcie. Kocham go... tak w skrócie :)
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i zapraszam również do mnie : http://fadingsstars.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne :) Czekam niecierpliwie na nexta :)

    OdpowiedzUsuń