JACK
Gdy sięgały do pasa po noże przed mną pojawiła się delikatna mgiełka. W niej zmaterializował się obraz jakiejś dziewczyny, miala długie włosy w kolorze kasztanu a jej oczy błyszczały srebrem. Wygladała jak zwykla nastolatka, jednak promieniowała od niej królewska aura.
-O pani- powiedziała Thalia i wszystkie trzy pokłoniły się.
-Dziewczęta mam mało czasu- powiedziała, jej obraz zamigotał w tle słychać było brzmienie gitary.-Apollo! Bądź cicho!- warknęła po czym popatrzyła na nas.- To będzie nietypowa prośba. Misja, w końcu się spotkalismy z Jackiem.
-Co masz na myśli?- zapytała Thalia, już mniej oficialnym tonem.
-Jack'u i Merido- powiedziała z matczynym uśmiechem.-Dostajecie misje.
-Czekaj, co?!- odezwała się Merida.
-Och Merido...- powiedziała Artmeida, jej obraz na chwile znikł ale zaraz się pojawił.-Misje poprowadzi Jack, jednak będę posłuszna starożytnym prawo i Lizzy pójdzie z wami, to trójka.
-Czy ty go właśnie zaakceptowałaś? Może jeszcze niech dołączy do łowów?- powiedziała zdenerwowana Pheobe.
-Cicho- powiedziała łagodnie Artmeida.- Merido jesteś najlepszą łuczniczką ale to nie jest jedyna rzecz najważniejsza u łowczyń. Musisz się nauczyć że nie wszystko załatwia się bronią.Jack'u Mrozie.
Gdy wypowiedziała moje immię ciarki przeszły mi po plecach.
-Twoja moc nie w wszystkich rękach jest dobra, ale też nie w wszystkich rękach jest zła. Powodzenia Merido.- powiedziała tylko a jej obraz zniknął.
Dziewczyny patrzyly jeszcze przez chwilę w miejsce gdzie zniknął obraz.
-Wow!- powiedziałem tylko.
-Nie stawiasz oporu i idziesz z nami- powiedziała ostro Thalia, patrzyła na mnie jakbym był karaluchem.-Ten kij ci po co?
-Te łuki wam po co?- przedrzeźniłem ją.
-Słuchaj teraz- Thalia złapała mnie za bluzę i popatrzyła na mnie z góry.- Nie życzę sobie takich odpowiedzi, masz się do mnie zwracać z szacunkiem. Bóg czy nie z ciebie, gówno mnie to obchodzi, jeszcze jedna taka odzywka to będzie źle.
Wow! Thalia to na serio ostra babka, no i ładna. Rzuciła na mnie ostatnie spojrzenie swoich cudownych, niebieskichich oczów.
-Kim wy właściwie jesteście?- zapytałem ale zignorowały mnie.
-To nieprawda.- jęczała Merida po drodze.- Co ja ci takiego zrobiłam, Artmeido? Żeby misje? Z mężczyzną, przecież przed nami prawdziwa wojna a ty...
Pewnie uznałbym Meride za dziwaczkę, która mówi sama do siebie, patrzyła w księżyc i narzekała nadal opsypując go pytaniami. To napewno nie był zbieg okoliczności. Pheobe patrzyła raz na nia współczującym wzrokiem a raz na mnie pełnym nienawiści.
MERIDA
-...wiesz jak ostatnia misja łowczyń się skończyła. Znaczy zawsze chciałam umrzeć w boju niż łamiac przysięgę- modliłam się do księżyca.
-Rozmawiasz z księżycem?- zapytał Jack, w jego głosie nie było zdziwienia tylko pełno entuzjazmu.-Odpowiada wam? Często?
-Nie rozmawiam z księżycem- warknęłam w jego stronę.-Tylko z Artmeidą.
-Artmeida to ta dziewczyna w mgle?- zapytał.
-Tak- odpowiedziałam takim tonem żeby domyślił się, żeby już o nic nie pytał.
-To mówisz do Artmeidy czy do księżyca?- zapytał po chwili Jack.
Rzuciłam pod nosem przekleństwo po grecku i popatrzyłam na Pheobe proszącym tonem.
-Artmeida jest boginią księżyca i łowów- wytłumaczyła mu Pheobe.
Obeszliśmy cała skałę i dotarłyśmy do naszego obozowiska. Dwa wielkie namioty wokół, których spacerowały wilki.
-Chyba zgłodniały moje kochane...- Pheobe pogłaskała jednego za uchem i popatrzyła znaczaco na Jack'a.
-Czy wy sugerujecie że...- zaczął Jack ale ja z Pheobe parsknęliśmy śmiechem.
-Panowie przodem- Thalia otworzyła wyjście i powiedziała to z czystym obrzydzeniem.
JACK
Niech sobie będzie ładna ale mam już dość pomiatania mną.
-Tak po za tym nigdzie nie zamierzam iść- powiedziałem, chociaż tak naprawdę chciałem się czegoś dowiedzieć.
-Słuchaj, jeśli chodzi o mnie już dawno dalibyśmy ci spokój- powiedziała Merida.-Ale nigdy nie lekceważymy słowa Artmeidy.
Złapałem mocniej za kij i wycelowałem w Meride.
-Ej!- krzyknęła Merida i błyskawicznie nałożyła sztrzałę na łuk.
-Nie...- zaczęłem ale ona wystrzeliła.
Strzała wbiła się w mój kij, druga przebiła mój kaptur jak agrafka, nakładała na cieciwę kolejna ale ja zdążyłem machnąć kijem.
-Co do Hadesa?!- warknęła Merida, strzała przymarzła jej do łuku.
-Panie przodem- powiedziałem uchylając wejście do namiotu.
Merida i Pheobe wyglądały jakby zaraz miały się na mnie rzucić, ale Thalia rzuciła im spojrzenie ,,ustąpcie głupszemu". Serio? Te dziewczyny są nienormalne, na początku wydawało mi się: Ale super! Są nieśmiertelne! Będe miał koleżanki!
Teraz nic nie wskazywało na to że się polubimy, najchętniej chciałbym nigdy ich nie spotkać. Chociaż skoro ta cała Artmeida ma coś wspólnego z księżycem...
Dziewczyny weszły pierwsze rzucając mi spojrzenia przepełnione chęcią mordu. Nie postanowiłem uciekać, może miałem już dość rutyny, czyli latania po świecie i zamrażania wszystkiego dla wygłupu.
Całosć namiotu wygladała jak te ,,domki" z koców, które zawsze buduje się w dzieciństwie, ściany i sufit były niskie obwieszone kolorowymi tkaninami. Na podłodze leżało pełno koców i poduszek.
Przy ściance naprzeciwko, stały szafki ciemnego drewna, szafy i nowoczesna kufenka z lodówką.
Na poduszkach siedziało jakieś siedem dziewcząt. Były ubrane w luźne t-shirty i dresy.
Wygladałoby to jak piżama party z przyjaciółkami gdyby nie och zachowanie. Jedna z nich spała oparta o bok wilka. Trzy z nich piły gorąca czekoladę rozmawiając, co było normalne. Inna siedziała rzucając wilkowi krakersy a ten podskakiwał, łapał je do paszczy i pożerał, dziewczyna wyglądała jakby nie przejmowała się paskudna raną na nodze, która opatrywała jej przyjaciółka. Ciemnoskóra dziewczyna majstrowała coś przy urządzeniu, które wyglądało jak mechaniczna waszka. Nie można pominąc faktu że w kącie porozrzucane były łuki, strzały i noże.
-Mamy problem- powiedziała Thalia.
-Hej dziewczyny- przywitałem się.
Dziewczyna układająca mechanizm popatrzyła na mnie i jej praca rozpadła się na kawałeczki śrubek i blaszek. Jedna z nich zachłysnęła się czekoladą.
-Co to do...-zaczęła ta z rozwaloną nogą ale zaraz krzyknęła-Au!- jakby dopiero teraz zauważyła że jest ranna.
Zaraz do namiotu wpadło więcej dziewczyn owiniętych kocami, pewnie z drugiego namiotu. Jedna z nich miała mokre włosy z pianą na czubku głowy.
-Thalio co tu się dzieję?- zapytała jedna z nich.
-Artmeida dała nam wiadomość- powiedziała Thalia.
*****
No dobra mamy drugi rozdział, mam nadzieję że wam się podoba :p
Ojoj, Jack, popisałeś się xd
OdpowiedzUsuńFenomenalny blog!
OdpowiedzUsuńAle się uśmiałam czytając go!
Przy niektórych wypowiedziach po prostu padłam!
Wmey!!!!!!
A TERAZ... *fanfary*
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do LBA!!!!!!!!!!!!!!!! *oklaski*
:D
Szczegóły tutaj:
http://jackmerizpunkaczkawkaszczerbaalexiala.blogspot.com/
O super! Czekam na continue! Zapowiada sie ciekawie.
OdpowiedzUsuńTak na marginesie czytałam innego twojego bloga i szczerze pod wrażeniem byłam. Świetnie piszesz i masz niezłą fantazje. W życiu bym nie wpadła żeby połączyć tyle filmów XD i przyznaje świetnie sie czytało
Jest! Następny blog połączony z 2 moimi ulubionymi światami xD!!
OdpowiedzUsuń